czwartek, 24 lutego 2011

8. Wypadek.

Następnego dnia Shirai wstał razem z Ichiru. Miał do załatwienia parę spraw związanych ze szkołą. Gdy czarnowłosy szykował się do pracy, jego partner zaparzył kawę. Usiedli razem na kanapie w salonie.

- Okropna pogoda. Już dawno tak mocno nie padało. Jedziesz dziś samochodem, Ichi? – zapytał wpatrzony w okno Shirai. Pogoda rzeczywiście była nienajlepsza. Padał deszcz i wiał okropny wiatr.

- Tak, gdybym szedł na pieszo niesamowicie bym zmókł nim doszedłbym do wydawnictwa. – odpowiedział upijając łyk gorącej kawy. – Mam dziś spotkanie z autorem. To jego pierwszy duży projekt, ale naprawdę nie wiem, czym on się tak ekscytuje. Dzwonił do mnie przed chwilą, czy aby na pewno dziś jest to spotkanie. Irytujący człowiek. – powiedział Ichiru. Shirai zaśmiał się cicho. Czarnowłosy skończył kawę i odłożył kubek na stolik. Włączył telewizor. Leciał jakiś program informacyjny. Nagle ekran zasłoniła mu sylwetka Shirai’a. Ten pochylił się nad nim i ułożył kolano między jego nogami.

- Dasz radę, Ichi-chan, wierzę w Ciebie. – powiedział delikatnie całując mężczyznę. Jego usta były gorące. Usta Shirai’a były gorące tylko wtedy gdy pożądał Ichiru. Zatracili się w tym pocałunku. Ichiru pierwszy się odsunął.

- Shi-chan, głupku. Przez Ciebie spóźnię się do pracy. – powiedział podrywając się z miejsca. Szybko założył płaszcz i buty. Gdy dotknął klamki, Shirai złapał go w pasie i cmoknął.

- Uważaj na siebie, Ichiru. Kocham Cię. – powiedział cicho. Emanowało od niego szczęście i ciepło.

- Do zobaczenia, Shi-chan. – rzucił z uśmiechem wychodząc. Gdy drzwi się zatrzasnęły Shirai westchnął ciężko. Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się zbyt dobrze. Shirai czuł to.

Ichiru wsiadł do czarnego mercedesa. Gdy wyjeżdżał z podziemnego parkingu na przednią szybę samochodu spadło miliony kropel. Deszcz padał nadzwyczaj mocno. Wycieraczki pracowały na najwyższych obrotach, ale to nie ułatwiało widoczności. Ichiru jechał stosunkowo powoli. Skupiał się na drodze, a w radiu leciało Alice Nine – Gemini. Podśpiewywał sobie cicho. Nagle zobaczył samochód jadący z naprzeciwka. I to jego pasem. Nie miał jak go wyminąć. Na początku myślał, że to sen. Hamował jak tylko mógł, ale samochód jadący z naprzeciwka nie ustawał. I nagle stało się. Czerwona Toyota uderzyła w czarnego mercedesa. Ichiru poczuł ogromny ból. Potem była już tylko ciemność. Ruch na drodze ustał.

Shirai stał w kolejce do sekretariatu, gdy jego telefon zadzwonił. Przeprosił wszystkich i wyszedł na korytarz. Popatrzył na wyświetlacz. Jakiś nieznany numer.

- Mochi mochi?

- Pan Ishinomori Shirai? – zapytał jakiś męski głos.

- Tak, coś się stało? – zagadnął nieco przerażony.

- Był pan telefonem pierwszego kontaktu Ichiru Kiryuu. Był wypadek samochodowy. Pan Kiryuu obecnie znajduje się w szpitalu. Sądzę, że chciałby pan… - Shirai nie pozwolił mu dokończyć.

- Już jadę. – powiedział i rozłączył się. Zamarł. Ichiru… w szpitalu? Wybiegł ze szkoły i złapał pierwszą taksówkę.

- Szpital okręgowy, tylko szybko. – powiedział niespokojnie. Gdy dojechali na miejsce zapłacił nie oczekując reszty. Wybiegł z taksówki wprost do szpitala. Zaczepił jakiegoś lekarza.

- Kiryuu Ichiru, gdzie on jest? – zapytał zdyszany.

- Pan Ishinomori Shirai? Proszę za mną. – powiedział i zaprowadził go do gabinetu. – Pan Kiryuu jest w ciężkim stanie. Właśnie trwa operacja. Gdyby karetka tak szybko nie przyjechała mógłby stracić obie nogi.

- On będzie żył? – zapytał zdruzgotany.

- Tak, będzie żył. Ale przez najbliższe trzy dni będzie w śpiączce. Niech pan przychodzi do niego i mówi do niego. To mu pomoże. – powiedział lekarz bezbarwnym tonem. Shirai załamał ręce.

- Czy mogę tutaj przyjść wieczorem? – zapytał pewnie. Mimo to jego głos drżał.

- Tak, niech pan przyjdzie. Proszę powiedzieć w recepcji, że jest pan pierwszym kontaktem. Odwiedziny w godzinach wieczornych są zabronione.

Shirai wyszedł na deszcz. Zaczął płakać. Gdy Ichiru wychodził do pracy, Shirai kazał mu uważać na siebie. Jego Ichi… jego ukochany.

poniedziałek, 21 lutego 2011

7. Przebieralnia.

Następnego dnia nawet się nie widzieli. Ichiru wyszedł z samego rana do pracy, gdy Shirai jeszcze spał. Wieczorem, gdy Shirai jadł kolację usłyszał trzaśnięcie drzwi. Wiedział, że to Ichiru wrócił. Czarnowłosy udał się od razu do sypialni. Shirai czuł się winny, chciał wszystko wytłumaczyć, ale nie było ku temu sposobności. Postanowił położyć się spać. Niebieska kanapa pachniała Ichiru. On pachniał migdałami. Shirai kochał zapach migdałów.

Ichiru nie mógł zebrać myśli. Był w rozsypce. Wszystko co kochał… chciał to naprawić. Ale to nie on leżał z przypadkową kobietą na podłodze w salonie z jej dłonią w spodniach. Jeszcze nikt nigdy aż tak go nie skrzywdził. Nie spodziewał się tego po swoim kochanku. Lecz czy teraz znów będzie tak samo jak przedtem? Nie pamiętał kiedy ostatni raz płakał, ale Shirai doprowadził go do płaczu. Leżał z głową wciśniętą w poduszkę. Nie mógł tak bezczynnie leżeć. Musiał to wszystko wyjaśnić. Wstał, ale gdy stanął przed drzwiami sypialni zawahał się. Chce tego, czy nie? Musiał podjąć męską decyzję. W końcu miał dwadzieścia lat, do cholery. Był dorosły, nie mógł mazać się jak nastolatka. Pewnym krokiem wyszedł z pokoju, lecz gdy znalazł się w salonie, jego nogi zamieniły się w watę. Cicho podszedł do kanapy. Shirai jeszcze nie spał. Usiadł obok chłopaka. Ten popatrzył na niego przepraszającym wzrokiem.

- Shi-chan… niczego mi nie tłumacz. Powiedz mi tylko dlaczego. – przy ostatnim zdaniu jego głos drżał. Czuł, że w oczach ma łzy. Nie zamierzał tego kryć.

- Ichi… to nie ja. Wierz mi lub nie, ale Ciebie nigdy bym nie okłamał. I nie… zdradził. Kocham Cię, Ichi. Kocham Cię całym sercem. – powiedział i przytulił mocno czarnowłosego. Zbliżył swoją twarz do jego i delikatnie go pocałował. To tego właśnie pragnął. To tego mężczyzny pragnął. To on wzbudzał w nim pożądanie. Poczuł na swoim policzku gorące łzy Ichiru. Za oknem padał deszcz. Padało gdy się poznali. Poznali się równe dwa miesiące temu. Zrodziło się między nimi niesamowite uczucie.

- Shi-chan. – powiedział cicho Ichiru.

- Tak? – zapytał zdziwiony nieco Shirai.

- Pachniesz damskimi perfumami. Powinieneś pachnieć kokosem. Ty zawsze pachniesz kokosem. – Ichiru popatrzył na Shirai’a. Gdy go pożądał nawet zapach się liczył. Teraz nie był Shirai’em, którego kochał, którego kochał ponad życie. Ale teraz to wszystko było nieważne. Był zmęczony. Osunął się lekko na Shirai’a, a ten się położył. Oboje zasnęli, choć w gruncie rzeczy nic nie wyjaśnili.

Rano Ichiru zadzwonił do wydawnictwa i powiedział, że jest chory. Czuł się okropnie i choć nie był przeziębiony, to nie miał na nic siły. Shirai wstał godzinę po Ichiru. Dziś były jego osiemnaste urodziny. Czekało już na niego urodzinowe śniadanie. Poszedł wziąć prysznic. Gdy wychodził z łazienki z ręcznikiem na głowie, ktoś objął go od tyłu.

- Pachniesz kokosem. – powiedział zalotnym tonem Ichiru. Pocałował go w ramię. Dreszcz przyjemności wstrząsnął Shirai’em gdy poczuł zimne usta partnera na swojej skórze.

- Kocham Cię, Ichi. – powiedział białowłosy i obrócił się tak, aby dosięgnąć ust Ichiru. Ale to tamten go pocałował. Na tyle brutalnie, że pod Shirai’em ugięły się kolana.

- Shirai Kaoru Takuya Ishinomori. – powiedział poważnym tonem. – Kocham Cię, jak jeszcze nikogo. Kocham Cię ponad wszystko i mimo wszystko. A teraz chodź na śniadanie.

Gdy skończyli jeść, Ichiru przygotował dla Shiraia niespodziankę. Ubrali się i wyszli. Pojechali wprost do galerii handlowej. Ichiru poprowadził partnera w stronę kina. Obejrzeli jakiś tani film o miłości. Cały seans Ichiru mocno trzymał rękę Shirai’a. Całkiem jakby bał się, że tamten ucieknie. Gdy film się skończył podążyli w stronę nowo otwartego sklepu. Ichiru wziął koszulę w czerwono-czarną kratę i pociągnął Shirai’a do przymierzalni. Gdy już się w niej znaleźli okazało się, że są ogromne. Szkarłatne ściany, wielkie lustro i czarna kanapa. Ichiru objął partnera od tyłu i obrócił ich w stronę lustra.

- Czyż to nie piękny obrazek? – zapytał Ichiru. Shirai widział uśmiech na jego twarzy. On również się rozpromienił. – te kanapy są podobno bardzo wygodne. Może wypróbujemy? – zapytał i uśmiechnął się łobuzersko. Wszystko było już dobrze. Shirai cieszył się z tego powodu.

Ichiru pchnął kochanka na kanapę. Shirai podniósł biodra ułatwiając w ten sposób ściągnięcie jego spodni.. Ichiru zaśmiał się cicho i zajął się jego męskością. Początkowo masował ja delikatnie szybkimi ruchami, a potem wziął ją do ust. Shirai był wniebowzięty. Nie myślał już o niczym innym. Czuł chłodne wargi kochanka na swoim penisie. Po kilku minutach doszedł prosto w jego usta. Ichiru poniósł się i ściągnął swoje spodnie. Shirai się odwrócił. Wziął palce Ichiru do ust i zaczął je ssać. Gdy skończył, Ichiru wsadził je w rozpalone wnętrze młodzieńca. Gdy ten był już rozciągnięty, czarnowłosy wsadził swoją męskość. Czarna kanapa rzeczywiście była piekielnie wygodna. Ichiru szybko poruszał biodrami i raz po raz trafiał w prostatę partnera. Z oczu obu panów płynęły łzy. Z oczu Shiraia bólu, a z Ichiru szczęścia. Rozpływali się w rozkoszy. Ichiru doszedł we wnętrze partnera, ale nie mogli pozwolić sobie na pobrudzenie kanapy. Szybko zamienili się miejscami. Teraz to Shirai szybko wchodził i wychodził z partnera. Doszedł prosto w jego wnętrze. Oboje nieco odurzeni uśmiechnęli się do siebie.

- Shi-chan, nie zapominajmy, że to przebieralnia. A ta koszula… będzie idealnie do Ciebie pasować. – powiedział i szczęśliwy pocałował Shiraia. Ubrali się i poszli do kasy. Ichiru zapłacił za koszulę i ruszyli do domu. Już wszystko było dobrze. Nic nie mogło zniszczyć tej miłości. Ale czy na pewno?

czwartek, 17 lutego 2011

6. ...

Od czasu wizyty ojca nikt nie zakłócał spokoju Ichiru i Shirai’a. Czarnowłosy codziennie chodził do pracy zostawiając swojego kochanka w domu. Gdy wracał, czekał na niego ciepły obiad. Później mieli już czas tylko dla siebie. Takie życie zdawałoby się być idealne. Aż do pewnego dnia.

Ichiru wyszedł do pracy, gdy Shirai jeszcze spał. Gdy wstał czekało go sprzątanie i nauka, choć Ichiru wyraźnie zabronił mu sprzątać popierając swoje słowa argumentem ‘’to moje mieszkanie’’. Mimo to Shirai go nie słuchał. Jeśli jego seme pozwalał mu mieszkać u siebie za nic, to musiał się jakoś odpłacać. Około godziny piętnastej Shirai usłyszał pukanie do drzwi. Nie spodziewał się nikogo. Poszedł szybko otworzyć. Gdy nacisnął na klamkę, a drzwi się otworzyły ujrzał drobną postać dziewczyny. I w tym momencie był wręcz pewny, że ją już widział. To była ta dziewczyna, którą spotkał na schodach w dniu, kiedy do Ichiru przyjechał ojciec. Był tego pewien.

- Czy zastałam Ichiru? – zapytała nieśmiało dziewczyna. Shirai przez chwilę dokładnie się jej przyglądał. Nie wyglądała na nieśmiałą, a wręcz przeciwnie. Miałą na sobie krótką, czarną sukienkę i buty na obcasie.

- Nie ma go. Ale niedługo powinien wrócić. Czy zechce pani na niego poczekać w środku? – zapytał uprzejmie. Dziewczyna przytaknęła i weszła do środka. Usiadła na niebieskiej kanapie, a Shirai poszedł zaparzyć herbaty. Gdy wrócił z dwoma filiżankami, usiadł w stosownej odległości i położył filiżanki na podkładkach we wzór przypominający kwiaty wiśni. Mimo wszystkiego co przeżył, był poukładanym człowiekiem.

- Ichiru powinien wrócić o 16. Eto.. – zaczął nieśmiało Shirai. Nie wiedział o czym rozmawiać z tą dziewczyną.

- Nie przyszłam tutaj z własnej woli. – zaczęła sucho – Jestem kandydatką na żonę Ichiru. Moi rodzice i jego tak postanowili. Ja tego wcale nie chcę. Nie podoba mi się on i jego charakter. Wolę ciche osoby. Białowłose.. – powiedziała zalotnym tonem i przysunęła się do chłopaka. Położyła rękę na jego udzie. Shirai się speszył. Co ta dziewczyna wyprawia?!

- Eto.. jesteś głodna? Może przyniosę… - powiedział i próbował wstać, ale dziewczyna przytrzymała go za rękę.

- Zostań. – powiedziała i pociągnęła go na ziemię. Usiadła na nim okrakiem. Z racji tego, że Shirai był drobnym chłopakiem, a ona nie ważyła tyle, na ile wyglądała, chłopak nie mógł się wydostać. Zaczął protestować, ale uciszyła go pocałunkiem. Zaczęła rozpinać górne guziki jego koszuli. Shirai nie mógł nic zrobić. Poczuł jej gorące wargi na torsie. To całkowicie różniło się od pocałunków Ichiru. Jego wargi były zimne, jej gorące. Pocałunkami zeszła aż do jego spodni. Rozpięła jego guzik i rozporek i wsadziła rękę do środka. To nie sprawiało Shirai’owi przyjemności. Miał ochotę się rozpłakać.

Ichiru właśnie wyszedł z pracy. Głowa bolała go niemiłosiernie, więc zwolnił się trochę wcześniej. Kręciło mu się w głowie, chciał jak najszybciej. W drodze powrotnej myślał o swoim uke. Cały czas o nim myślał. W pracy o mało nie wylał kawy na dyrektora, bo szedł zamyślony korytarzem. Ten związek nie wpływał na niego dobrze. Ale mimo wszystko tak bardzo kochał Shirai’a, że nic nie było dla niego przeszkodą. W pewnych momentach zastanawiał się też nad tym, czy Shirai aby na pewno tego chce. Wyznał mu miłość, ale… czy związek z facetem nie jest dla niego uciążliwy? Wciąż się uczył, we wrześniu czekał go powrót do szkoły. Postanowił, że jeśli jakakolwiek dziewczyna zawróci mu w głowie, to on nie będzie dla niego przeszkodą. Chciał, aby Shirai był szczęśliwy. Tylko to się dla niego liczyło.

Gdy doszedł już do bloku, w którym znajdowało się jego mieszkanie dziwnie się poczuł. W oknie nie paliło się światło. Gdy wszedł do środka nie czuł też zapachu obiadu. Shirai’a nie ma? Pomyślał. Gdy wszedł na górę i stanął pod drzwiami usłyszał damski głos i cichy szloch chłopaka. Szybko wyjął kartę i wtargnął do domu. Jego serce pękło na milion kawałków. Zobaczył Shirai’a leżącego na podłodze w rozpiętej koszuli, a na nim siedzącą okrakiem dziewczynę. Poznał ją od razu. Miyamoto Hisako. Miał ochotę wywalić tą dziwkę za drzwi za szmaty. Tylko takie słowa mogły wyrazić jego uczucia. Popatrzyła na niego zabójczym wzrokiem. Spod wachlarza rzęs widać było oczy pełna pożądania. Pożądała Shirai’a. Jego Shirai’a. Tego biednego chłopca, który leżał pod nią na ziemi ze łzami w oczach. Dziewczyna podniosła się, poprawiła sukienkę i ruszyła w jego kierunku. Nawet na nią nie spojrzał. Ubrała buty i wyszła. Ichiru zamknął za nią drzwi i udał się do sypialni. Następnego dnia miał wolne. Położył się na łóżku, wsadził twarz poduszkę i płakał. W salonie Shirai wstał z podłogi i doprowadził się do porządku. Wiedział, że nie powinien teraz wchodzić do sypialni. Położył się na kanapie, przykrył kocem i zgasił światło. Obaj nie spali całą noc.

wtorek, 15 lutego 2011

5. 'Kocham Cię.'

- Co do cholery. – powiedział cicho. – Przyłazisz tutaj, wpraszasz się, włazisz w moje życie z butami. Co Ty sobie wyobrażasz?! Kim jest w ogóle ta dziewczyna? Przypomnę Ci coś, bo chyba zapomniałeś. Jestem dorosłym facetem! Mam sam prawo decydować o moim życiu, nieprawdaż? – wybuchł Ichiru. Starzec wydawał się być niewzruszony jego słowami. Ichiru patrzył na niego oczami pełnymi nienawiści.

- Wasz ślub jest już zaplanowany. Zaręczyny będą w czwartek. Masz się postarać, synu. – powiedział bezbarwnym tonem.

- Czy Ciebie do końca pojebało? Przed chwilą oznajmiłem Ci, że nie zamierzam się żenić. Ogłuchłeś na starość? – odpowiedział sucho Ichiru.

- Stałeś się bardzo opryskliwy, synu. Mam nadzieję, że żona ustawi Cię do pionu. – Ichiru spojrzał na drobną dziewczynę i wybuchnął śmiechem.

- Wyjdź stąd. Wyjdź stąd zanim wyniosę Cię za szmaty razem z tą Twoją dziewczyną. Wyjdź stąd w tej chwili. I nigdy nie wracaj. – powiedział wściekły. Starzec wstał i podszedł do Ichiru stojącego pod ścianą.

- Nie zapomnij, czwartek. Ubierz się w jakiś porządny garnitur, a nie jakieś szmaty. – Ichiru poderwał się do pionu. Pchnął ojca na ścianę i uderzył pięścią w ścianę tuż obok jego głowy.

- Powtórzę to ostatni raz. Nie żenię się z nikim. A teraz wyjdź stąd nim stracę cierpliwość. Zniknij z mojego życia i nie zatruwaj mi go. I zabierz ze sobą tę dziewczynę. Wyjdź stąd, w tej chwili. – podszedł do drzwi i otworzył je szeroko.

- Chodź Hisako. Do zobaczenia synu. – powiedział starzec wychodząc.

- Raczej nie. – powiedział Ichiru i zatrzasnął drzwi. Oparł się o ścianę, wyjął komórkę i zadzwonił do Shirai’a.

- Ichiru. – odezwał się w słuchawce szczęśliwy Shirai. Ichiru zrobiło się cieplej na sercu, gdy usłyszał ten znajomy głosik. – Ichiru, jesteś tam?

- Jestem. Shirai, gdzie jesteś? – zapytał niespokojny Ichiru.

- W kawiarni na Dworcu Centralnym. – odpowiedział chłopak.

- Zostań tam, za chwilę tam będę. – powiedział i się rozłączył. Szybko ubrał buty i poszedł do samochodu. Dziesięć minut później był już w kawiarni. Odnalazł Shirai’a i przysiadł się do stolika.

- Napiłbym się kawy. – powiedział nieco zmęczonym głosem, ale z uśmiechem.

- Kelner? Kawa raz proszę. – zawołał Shirai. Chwilę później już stała na ich stoliku. Ichiru pijąc kawę opowiedział chłopakowi o całym wydarzeniu. Gdy zamykali już restaurację Ichiru i Shirai poszli w stronę podziemnego parkingu. O tej porze były tam kompletne pustki. Ichiru popchnął chłopaka tak, że ten oparł się o ścianę. Pocałował go mocno, a ten oddał pocałunek. Tym razem to Ichiru stał wtulony w Shirai’a.

- Shirai, ale Ty mnie nigdy nie opuścisz, prawda? Ja… - Shirai przytulił go mocniej. Teraz to on czuł się starszy. – Kocham Cię, Shirai. Kocham Cię jak cholera i nie mam pojęcia dlaczego. Gdy Cię przy mnie nie ma, nie mogę przestać o Tobie myśleć. Jesteś dla mnie wszystkim. Nie mogę bez Ciebie żyć, rozumiesz to? Nie mam pojęcia jak to jest i dlaczego tak jest. Ale chcę abyś był przy mnie. Już zawsze. Jesteś dla mnie tak ważny… - łzy stanęły mu w oczach. Chciał dokończyć, ale Shirai mu na to nie pozwolił. Pocałował go delikatnie lecz z czasem coraz bardziej naciskał. Ichiru poddał się temu pocałunkowi.

- Jest okropnie zimno. Chodź do samochodu. – powiedział cicho Shirai. I poszli. Usiedli na tylnym siedzeniu i obdarowywali się namiętnymi pocałunkami. Dziś to Shirai miał być seme. Wiedział to i chciał tego. Ściągnął Ichiru spodnie i zaczął delikatnie masować jego męskość. Potem wziął ją do ust. Zmysły Ichiru szczytowały, Shirai pobudzał je wszystkie. Po jakimś czasie i on zdjął spodnie. Zawahał się chwilę i nakazał Ichiru się odwrócić. Tamten wziął palce Shirai’a do ust i zaczął je ssać. Gdy skończył, młodzieniec wsadził je w rozpalone wnętrze mężczyzny. Gdy ten był już odpowiednio przygotowany wyciągnął palce i wsadził swoją męskość. Siedzenia były okropnie niewygodne, a ruchy obu panów ograniczone. Shirai poruszał biodrami szybko i raz po raz trafiał w prostatę Ichiru. Jedną rękę oparł na jego pośladku, a drugą masował jego męskość. Z oczu Ichiru płynęły łzy bólu i szczęścia. Rozpływał się w rozkoszy. Shirai doszedł prosto we wnętrze partnera, a Ichiru na czarne, skórzane siedzenie. Chłopak opadł ciężko na partnera i mocno go przytulił.

- Byłeś świetny, Shi-chan. – powiedział szczęśliwy Ichiru. Tamten popatrzył na niego oczami pełnymi nadziei.

- Kocham Cię Ichiru. Nie opuszczę aż do czasu, kiedy będziesz miał mnie dość. – odpowiedział mu Shirai. Oboje zasnęli wtuleni w siebie w czarnym samochodzie na podziemnym parkingu na Głównym Dworcu. Byli zmęczeni całym dniem.

poniedziałek, 14 lutego 2011

4. Mały problem.

Shirai obudził się bladym świtem. Czuł na sobie ramię Ichiru. Nie chciał się ruszać, aby go nie obudzić. Nie mógł zasnąć. Myślał o tym, co robili wieczorem. Czuł lekkie zakłopotanie. Prawie się nie znali. Ale jednak było to magiczne przeżycie. Pierwszy raz czuł takie emocje. Był cały obolały, ale nie przeszkadzało mu to. W tej samej chwili naszła go jeszcze jedna myśl. Czy ja naprawdę uprawiałem seks z facetem?! Odpowiedz była oczywista. Nigdy by się czegoś takie po sobie nie spodziewał. Ale w czarnowłosym było coś takiego, co go przyciągało. Czuł, że to coś pięknego.

W tym samym momencie obudził się Ichiru. Zdjął ramię z Shirai’a i usiadł na łóżku. Przetarł oczy. Był rozczochrany i miał podkrążone oczy. Shirai pomyślał, że wygląda jeszcze bardziej uroczo niż zwykle. Usiadł za czarnowłosym i objął go w pasie. Shirai pocałował go w ramię. Ichiru poczuł chłodne wargi chłopaka na swojej skórze i zrobiło mu się gorąco. Odwrócił głowę tak, że ich usta prawie się stykały. Patrzyli sobie głęboko w oczy.

- Um, muszę się zbierać. Spóźnię się do pracy… - powiedział zakłopotany Ichiru. Shirai popatrzył na niego ze smutkiem. Nie chciał żeby wychodził, nie teraz. -… ale zostań tutaj. Wrócę o szesnastej. Czuj się jak u siebie w domu. – powiedział Ichiru z uśmiechem na ustach. Chłopak od razu się rozpromienił.

- Hm, jesteś niepełnoletni. Nie musisz czasem wrócić do domu? – zapytał Ichiru z wielkim bólem. Miał ochotę zaproponować temu chłopakowi choćby wspólne mieszkanie.

- Za miesiąc będę miał 18 urodziny. Moja przybrana matka i tak nie zauważa mojej nieobecności. Ale jeśli Ci przeszkadzam to powiedz.. – powiedział cicho Shirai.

- Nie, oczywiście, że nie. – powiedział szybko Ichiru i pocałował chłopaka. Wstał z łóżka i zaczął się zbierać. Shirai poszedł zrobić kawę.

- Dziękuję, była pyszna. – powiedział Ichiru, gdy już ją wypił. – Muszę lecieć, bo się spóźnię. Pa! – krzyknął i zniknął za drzwiami.

Ich życie diametralnie się zmieniło. Shirai bywał u Ichiru codziennie, sypiali ze sobą, było im ze sobą dobrze. Kochali się i to było dla nich najważniejsze. Pewnego dnia zadzwonił telefon Ichiru.

- Słucham? – powiedział.

- Ichiru? Tu ojciec. – powiedział niski, męski głos poważnym tonem. Ichiru stanęło serce. Nie rozmawiali ze sobą odkąd Ichiru się wyprowadził. Nie przepadali za sobą, więc nie mieli potrzeby utrzymywać kontaktu. – Musimy się spotkać. Przyjadę do Twojego mieszkania. Dziś o ósmej, pasuje Ci? – Ichiru wiedział, że nie oczekuje odpowiedzi.

- Jasne.- rzucił krótko i rozłączył się. Stał przez chwilę z telefonem w ręku i nie wiedział co ma robić.

- Shirai, mam do Ciebie prośbę. Dziś przyjeżdża tu pewna osoba. Nie chcę, abyś ją spotkał. Czy możesz gdzieś wyjść koło ósmej?

- Oczywiście. Nie chcę sprawiać problemu. – odpowiedział Shirai z delikatnym uśmiechem.

Wpół do ósmej Shirai zbierał się do wyjścia. Gdy zakładał buty podszedł do niego Ichiru i oparł się o ścianę.

- Gdzie pójdziesz? – zapytał z udawaną obojętnością.

- Nie wiem jeszcze. Może pójdę sprawdzić co z Mitsu… - odpowiedział chłopak. Wstał i rozprostował koszulę. Nagle poczuł chłodne wargi Ichiru na swoich wargach.

- Masz tutaj wrócić. – powiedział zalotnie Ichiru, gdy tylko się rozłączyli. Shirai uśmiechnął się szeroko i wyszedł. Gdy schodził schodami w dół minął starszego mężczyznę w czarnym płaszczu. Miał niezwykle zacięty wyraz twarzy. Za nim podążała drobna dziewczyna ubrana w czerwoną sukienkę. Shirai rzucił tylko na nich okiem i poszedł dalej.

Rozległo się pukanie do drzwi. Ichiru podszedł do drzwi, aby otworzyć. W progu ujrzał swojego ojca. Mierzył go wzrokiem pełnym nienawiści. Przyszedł za wcześnie. Ichiru miał nadzieję, że nie spotkał Shirai’a.

- Nie wpuścisz mnie do środka, synu? – powiedział oschle mężczyzna.

- Wejdź. – powiedział Ichiru i udał się w stronę kanapy. Mężczyzna wszedł do domu,a za nim weszła drobna dziewczyna. Ichiru przyjrzał się jej uważnie. Miała brązowe włosy i czarne oczy. Ojciec usiadł na kanapie, a dziewczyna pozostała przy drzwiach.

- Hisako, podejdź tutaj. Ichiru, oto Miyamoto Hisako. Twoja przyszła żona. – powiedział starzec. Ichiru otworzył oczy szeroko ze zdumienia, nie wierzył w każde słowo wypowiedziane przez ojca.

- Co do cholery. – powiedział cicho.


Ten rozdział dedykuję Zuki. ♥