Życie chłopca nie należało do najłatwiejszych. Jako małe dziecko został skrzywdzony i porzucony. Trafił do najmniej przyjemnego domu dziecka w Kioto. Wiódł tam życie pełne zmartwień i smutku. Jego życie było ciągłą monotonią, jadł śniadanie, szedł do szkoły, następnie był obiad, potem kolacja. Shirai nie miał przyjaciół. Nikt nie chciał się z nim zaprzyjaźnić. Wszędzie był niemile widziany, czuł się samotny.
Pewnego dnia los uśmiechnął się do Shirai'a. Pewna młoda kobieta przyszła właśnie po niego. Mówiła, że gdy go zobaczyła, od razu wiedziała, że ten słodki białowłosy chłopczyk musi być jej synem. Niesamowicie go omotała, a Shirai wiedziony pragnieniem miłości poszedł z nią. Załatwiła wszystkie formalności i zabrała go do swojego domu. Powiedziała mu wtedy, że tutaj poczuje rodzinne ciepło. Ale powiedziała to pierwszy i ostatni raz. Przez jakieś dwa miesiące Shirai był szczęśliwy w nowym domu. Miał nadzieję, że jego nowa mama da mu poczucie bezpieczeństwa, ciepła i miłości. Niestety, pierwsze wrażenie było złudne. Czwartego listopada rozpętało się piekło. Shirai wiedział, że Mitsu lubiła alkohol. Często przesiadywała z koleżankami i kolegami w salonie przelewając litry wódki. Aczkolwiek nigdy nie widział jej w takim stanie. To był pierwszy, ale nie ostatni raz.
Była godzina pierwsza w nocy, Shirai spał już kamiennym snem. Nagle obudziło go głośne huknięcie. Szybko się obudził i wybiegł z pokoju. Zobaczył Mitsu leżącą na podłodze przed drzwiami. Bełkotała coś pod nosem. Była w stanie całkowitego upojenia alkoholowego.
- Oh! Nic Ci nie jest? Pomóc Ci? - powiedział Shirai i podszedł pośpiesznie do przybranej matki. Ta odtrąciła go trzęsącą się ręką.
- Nie dotykaj mnie ty mały sukinsynu. Spierdalaj darmozjadzie! - krzyknęła. Chłopiec wzdrygnął się. Co się stało z Mitsu?
- Ja... chciałem Ci tylko pomóc... - wyjąkał.
- Spierdalaj! - krzyknęła po raz drugi. Wzięła parasolkę do ręki i uderzyła Shirai'a w twarz. Z jego nosa polała się krew, a skóra pod okiem została rozcięta. Shirai wystraszył się nie na żarty i uciekł do swojego pokoju. Chwilę później usłyszał zgrzyt zamykanych na klucz drzwi. Drzwi do jego pokoju. Słyszał także jak do mieszkania wchodzili jacyś ludzie. Nie mógł zasnąć, płakał. Szacował, że siedzieli oni i pili do białego rana. Rano Mitsu otworzyła drzwi.
- Shirai?! Dlaczego leżysz na podłodze?! - krzyknęła. I tak rozpoczął się koszmar jego życia.
Pewnego pochmurnego dnia Shirai nie dał rady. Widząc Mitsu po raz kolejny w stanie upojenia, postanowił uciec. Nie myślał o konsekwencjach. Zawsze był grzecznym chłopakiem, nigdy nawet nie podniósł głosu. Był wdzięczny swojej zastępczej matce za to, że go przygarnęła. Gardził nią za to, że zrobiła z jego życia piekło. O godzinie dziewiątej rano Mitsu jeszcze spała. Była sobota, więc nie szła do pracy. Shirai cicho ubrał się i wyszedł z domu. Akurat tego dnia padał deszcz. Ciągła mżawka wygnała ludzi do domów, więc ulice były prawie, że puste.
~
Ichiru był młodym, dwudziestoletnim mężczyzną. Podobno całkiem ładnym, uroczym i obleganym przez dziewczęta. Pracował w wydawnictwie jako zastępca głównego dyrektora. Był ciągle zaczepiany przez koleżanki z pracy, co niekoniecznie mu odpowiadało. Miał czarne jak węgiel włosy sięgające brody i brązowe oczy otoczone wachlarzem długich rzęs. Był wysoki i chudy, ale dobrze zbudowany. Miał na sobie czarną koszulę, biały krawat i wąskie, czarne spodnie.
Szedł bocznymi uliczkami Kioto pośpiesznie do domu. Był zmęczony i zły. Koledzy i rodzina bezustannie wypominali mu, że nie ma dziewczyny. Irytowało go to. Nie wiedział, czy coś jest z nim nie tak, czy po prostu nie spotkał tej odpowiedniej.
Mżyło co raz mocniej. Ichiru pragnął jak najszybciej wrócić do domu. Zaczęło się ściemniać.
~
W pewnym momencie nie było już na ulicach żywej duszy. Ichiru szedł bardzo szybko. Nie spodziewał się nikogo na swojej drodze. Nagle z mgły wyłoniła się postać drobnego, biegnącego chłopca. Ichiru nie zauważył go. W pewnym momencie się zderzyli.
- Przepraszam – wyjąkał cicho chłopiec. Ichiru poczuł dziwne ukłucie. Złapał chłopca za rękę, nim ten się oddalił.
- Jest już ciemno. Ile masz lat? Kim jesteś? Dlaczego nie jesteś w domu? – starał się powiedzieć stanowczo Ichiru, aczkolwiek jego głos drżał. Chłopiec podniósł głowę. Ichiru dostrzegł, że z jego oczu płyną łzy.
- Ja… Shirai… - jąkał się. Zaczął jeszcze rzewniej płakać. Ichiru nie wiedział co myśleć, co powiedzieć. Nagle impulsywnie przytulił płaczącego chłopca. Ogarnęła do wtedy dziwna myśl, poczuł ciepło i szczęście, nie myślał już o powrocie do domu. Pomyślał, że kocha tego drobnego chłopca imieniem Shirai.
W tym samym momencie łzy przestały lecieć ze szklistych, czarnych oczu białowłosego chłopca. Poczuł w sercu nadzieję i ciepło. Wtulił się mocniej w nieznajomego. Nic go nie obchodziło, od tej pory czuł, że wszystko się zmieni.
CDN.
Jakie to słodziuuutkie <3 Czekam na dalsze. :D
OdpowiedzUsuńOhoh! <3 Piękne.
OdpowiedzUsuńHiro, ale Ty jesteś mistrzem w pisaniu ^_^
OdpowiedzUsuń