piątek, 4 lutego 2011

2. ShiraixIchiru

Zaczął padać deszcz. Ichiru i Shirai stali wtuleni w siebie. Czuli, że teraz nie liczy się już nic innego. Bynajmniej na chwilę. Ichiru otrząsnął się i odsunął od Shirai’a. Mimo wszystko są przecież sobie obcy.

- Jest już ciemno. Gdzie mieszkasz? Odprowadzę Cię. – powiedział Ichiru nerwowo wygładzając krawat.

- Ano, ja… eem… - powiedział cicho Shirai. Nie chciał wracać do domu. Właśnie udało mu się wyrwać z tego piekła. Opuścił głowę tak, aby Ichiru nie widział, że znów płacze. Ale Ichiru wiedział. Słyszał ciche łkanie chłopaka i nie miał serca nie pomóc mu teraz.

- Em, ja.. mieszkam tu niedaleko. – Ichiru czuł się nieco zmieszany. Widział tego chłopca pierwszy raz na oczy. I mimo wszystko, nie znał go. Ale co innego mógł zrobić?

- Mógłbyś u mnie przenocować. Muszę rano iść do pracy, ale drzwi zamykają się automatycznie, więc będziesz mógł wyjść kiedy tylko zechcesz… - skwitował nieśmiało Ichiru.

- …dziękuję. – powiedział cicho Shirai. Jego głos nie wyrażał już niezmierzonego żalu, a można było w nim usłyszeć nutkę ulgi i szczęścia. Ale można było to usłyszeć tylko sercem. Szli razem, ramie w ramię. Ichiru nie myślał o konsekwencjach, a Shirai pozwolił sobie na zapomnienie.

Gdy już byli na miejscu zaprosił chłopaka do środka. Mieszkanie było małe, ale schludne. W salonie stał malutki stolik, kanapa i telewizor. Shirai zdjął buty i wszedł do środka.

- Jak tu… ślicznie. – powiedział. Ichiru pomyślał, że jego głos jest niezwykle słodki. Ale musiał przestać mieć tak okropne myśli. Przecież to jest chłopak, zapewne 14-letni, a on jest dorosłym mężczyzną z dobrą pracą w wydawnictwie. Aczkolwiek Ichiru czuł, że ten chłopak jest dla niego pewną tajemnicą. Czuł to i wiedział, że chce ją poznać.

Shirai nieśmiało usiadł na niebieskiej kanapie. Leżały na niej białe poduszki. Całe mieszkanie urządzone było w dość dobrym stylu. Ichiru nie wiedział co ma teraz zrobić. Podczas, gdy chłopak zatrzymał swe oczy na obrazach wiszących na ścianach i tekstach leżących na stoliku, Ichiru zrobił herbatę. Wziął dwie filiżanki i położył na stoliku. Nalał herbaty i z udawaną obojętnością usiadł na kanapie.

- Więc jesteś Shirai. – zaczął rozmowę.

- Tak. – odpowiedział bezbarwnym głosem chłopak, nadal patrząc w przestrzeń.

- Ile masz lat? – powiedział równie bezbarwnym tonem. Nie chciał dać po sobie poznać, że bardzo się denerwuje.

- Siedemnaście. – oznajmił Shirai. Ichiru nie urywał zdziwienia. – Tak, wiem wyglądam młodziej… - znów zaczął się jąkać chłopak. Czarnowłosy pytał go jeszcze o jego zainteresowania, o to, jak idzie mu w szkole i co lubi. Nagle rozpoczął bardzo nieprzyjemny temat.

- Dlaczego dziś sam chodziłeś po Kioto tak późną porą? Gdzie mieszkasz? – spytał Ichiru. Shirai szybko odwrócił wzrok.

- Ja… eto, ja… - mówił cicho i z wyraźnym lękiem chłopak. Ichiru złapał go za podbródek i odwrócił jego twarz ku swojej twarzy. Kiedy byli już tak zwróceni twarzami naprzeciw siebie Ichiru zobaczył jakie piękno kryje się w chłopaku. Shirai miał czarne, duże oczy, mały nos i wąskie usta. To wszystko składało się na niesamowite piękno.

Shirai zarumienił się. Nie patrzył Ichiru prosto w oczy.

- Patrz na mnie, jak do mnie mówisz. – powiedział Ichiru. Shirai podniósł wzrok. Popatrzył mężczyźnie prosto w oczy. Były magiczne, brązowe otoczone wachlarzem równie pięknych rzęs. Siedzieli tak dłuższą chwilę. Ichiru zbliżył swoje usta do ust chłopaka. Shirai nie wiedział co się dzieje. Nagle ich usta złączyły się w pocałunku. Ichiru całował Shirai’a na początku delikatnie, lecz potem zaczął co raz bardziej naciskać. Chłopak mimowolnie oddał pocałunek. Siedzieli w mieszkaniu na dziesiątym piętrze w Kioto, na niebieskiej kanapie z białymi poduszkami złączeni pocałunkiem. Żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Czuli, że są w sobie zakochani. Wiedzieli to już od momentu spotkania.

Ichiru pierwszy się odsunął. Shirai spuścił głowę, jego białe włosy zakryły twarz. Na twarzy Ichiru pojawiły się wypieki. Poszedł do sąsiedniego pokoju, aby przygotować łóżko dla chłopaka. Gdy wrócił zastał Shirai’a w pozycji, w której go zostawił.

- Przygotowałem dla Ciebie łóżko. Łazienka jest na końcu korytarza. – powiedział speszony Ichiru.

- Dziękuję, dziękuję za wszystko. – powiedział cicho Shirai. Wstał z kanapy i powędrował w stronę łazienki. Ichiru opuścił głowę, aby tamten nie mógł zobaczyć jego twarzy. Wyrażała nieposkromione szczęście, ale też zawstydzenie. Nie chciał , aby ktokolwiek to widział. Shirai czuł dokładnie to samo.

4 komentarze: