Niebieska kanapa była okropnie niewygodna. Wstał rano okropnie obolały. Shirai jeszcze spał. Ichiru zrobił sobie kawę, ubrał się i wyszedł do pracy. Czekał go dziś ciężki dzień w wydawnictwie. Szedł aleją parkową cały czas myśląc o Shirai'u. Jak mogło zrodzić się w nim uczucie miłości, skoro prawie nie znał tego chłopaka? Ta myśl nie dawała mu spokoju przez cały czas. Gdy doszedł do wydawnictwa była godzina 8:30. Przyszedł o pół godziny za wcześnie. Postanowił pójść do pobliskiej kawiarni. Jak na nieszczęście spotkał tam Yumi, koleżankę z pracy, która zarywała do niego już do dłuższego czasu.
- Ichiru! Jak dobrze Cię widzieć. – krzyknęła do niego, gdy go zobaczyła i wskazała ręką wolne miejsce przy stoliku, przy którym siedziała. Ichiru próbował udawać, że jej nie widzi. Nie przepadał za nią. Była nachalna. Poczuł, że ktoś łapie go wpół od tyłu.
- I-chi-ru! – powiedziała i dała mu soczystego buziaka w policzek. Ichiru mimowolnie uwolnił się z uścisku i odsunął od niej.
- Co Ty wyrabiasz?! – prawie, że wrzasnął.
- Oi, przepraszam, chciałam się przywitać. – powiedziała słodko i zatrzepotała rzęsami.
- Przepraszam Yumi, ale czy my czegoś sobie nie wyjaśnialiśmy? Nie łączy nas nic poza pracą! – był okropnie zły i nie miał zamiaru tego ukrywać. – Więc… przestań! – powiedział sucho i wyszedł z kawiarni. Zepsuła mu dzień z samego rana. Poszedł do pracy. Cały czas myślał o Shirai’u.
Gdy Ichiru wychodził z pracy padał deszcz. Był wściekły sam na siebie. Było ciemno i pusto na ulicach. Zaczęła się burza. Szedł cały mokry prosto w stronę domu. Nie mogło być już gorzej.
Wyciągnął kartę, aby otworzyć drzwi. Gdy wsadził ja do czytnika, okazało się, że są otwarte.
- Co do cho… - nie dokończył. Otworzył drzwi i zobaczył Shirai’a skulonego na kanapie. Otworzył oczy szeroko ze zdziwienia.
- Co Ty tutaj robisz? – powiedział cicho. Shirai podniósł głowę i popatrzył na Ichiru.
- Przepraszam, ale chciałem Cię o coś zapytać. Jak brzmi Twoje imię? – spytał nieśmiało Shirai. W tym momencie zrozumiał, że jeszcze mu go nie zdradził.
- Ichiru. Kiryuu Ichiru. – uśmiechnął się łagodnie. Ściągnął buty i podszedł do kanapy. Widok tego drobnego chłopaka diametralnie poprawił mu humor. Usiadł obok niego i klepnął go po ramieniu.
- Spokojnie. – powiedział szczęśliwy. Shirai w tym momencie się rozweselił. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Ani na moment nie zapadła krępująca cisza. Zegar pokazał godzinę 21:30.
- Oh, muszę wracać… - powiedział Shirai i zerwał się z kanapy. Tak naprawdę nie chciał wracać, ale to jego obowiązek. Założył pośpiesznie buty i nacisnął klamkę. W tym samym momencie Ichiru złapał go za rękę.
- Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. Zawsze możesz tutaj przyjść… - powiedział stanowczo. Widział w oczach chłopaka szczęście i rozczulenie. Po chwili puścił jego dłoń.
- Dziękuję. Do widzenia! – krzyknął na pożegnanie chłopak. Ichiru został sam w jasno oświetlonym przez czerwona lampę salonie. Cisza dookoła niego była przerażająca. Postanowił położyć się spać.
Przez następny tydzień nie widywali się. Ichiru codziennie chodził do pracy przez parkową aleję. Codziennie też widywał człowieka w szarym płaszczu i kapeluszu. Nie wiedział, że był to chłopak, którego darzył niesamowitym uczuciem. Shirai codziennie obserwował Ichiru. Chciał do niego podejść, zagadać, ale nieśmiałość okropnie mu w tym przeszkadzała. Siedział na ławce w alei parkowej, w szarym płaczu ze stójką i czarnym kapeluszu. Ludzie mijali go patrząc na niego oczami pełnymi zdziwienia. A on siedział tam tak, dopóki deszcz nie zaczął padać na tyle mocno, aby poszedł do domu.
Mitsu bywała w domu raz na dwa dni. Shirai zajmował się sam sobą, w końcu robił to od kiedy zaadoptowała go. Był samodzielny od zawsze, musiał być. Pewnego dnia przyszła do domu kompletnie pijana. Shirai starał się nie wchodzić jej w drogę. Ale niestety tamtego feralnego dnia Mitsu miała okropnie zły humor. Po długiej awanturze z Shirai’em, wzięła rozbitą butelkę i uderzyła chłopaka w twarz. Polała się krew. Shirai nie mógł zrozumieć co się dzieje. Szybko przyłożył do twarzy jakąś chustkę i wybiegł z domu zostawiając Mitsu samą.
Biegł prosto do domu Ichiru. Nie wiedział, czy go wpuści. Nie obchodziło go to. Biegł tam, bo wiedział, że tylko tam znajdzie pomoc.
Ichiru siedział na podłodze z kubkiem gorącej kawy. Telewizor i radio były wyłączone. Bił się z myślami, tęsknił za Shirai’em. Nagle usłyszał ciche pukanie do drzwi. Podniósł się leniwie i poszedł otworzyć. Gdy pociągnął za klamkę i drzwi się otworzyły zobaczył płaczącego Shirai’a. Chustka, którą trzymał przyciśniętą do twarzy była cała w krwi. Patrzył na niego przestraszony przez dłuższą chwilę. Nagle poczuł, że ktoś go uścisnął. Shirai stał przytulony do Ichiru, a z jego policzka kapała na wycieraczkę krew. Stali tak, jak się wydawało Ichiru, całą wieczność. Gdy już rozluźnili uścisk Ichiru zaprosił go do środka.
- Coś się stało? – zapytał łagodnie.
- Czy mogę przenocować? – zapytał nieśmiało Shirai. Ichiru nie musiał odpowiadać. To, co zrobił, było oczywista odpowiedzią. Wiedziony impulsem popatrzył głęboko w oczy Shirai’a i złączył ich usta w czułym pocałunku. Ichiru delikatnie przygryzał wargi Shirai’a. Oboje byli niezwykle szczęśliwi.
Nie chcieli tracić czasu. Oboje wiedzieli co chcą zrobić. Nogi same poniosły ich do sypialni. Nie myśleli o konsekwencjach. Ichiru rzucił Shirai’a na łóżko. Nagle poczuł się niezręcznie, a cała jego pewność siebie zniknęła.
- Czy na pewno… - nie zdołał skończyć wypowiedzi. Tym razem to Shirai go pocałował. Gdzie się podział ten cichy, nieśmiały chłopak? Czarnowłosy penetrował językiem najczulsze miejsca w ustach chłopaka. Od razu poczuł się pewniej. Poczuł, że czas zrobić to, co właściwe. Białowłosy nie stawiał oporu. Podniósł biodra ułatwiając w ten sposób ściągnięcie jego spodni. Ichiru zobaczył nabrzmiałą już męskość Shirai’a. Ten natomiast schował twarz w pościeli. Jego policzki paliły się żywym ogniem. Ichiru uśmiechnął się łobuzersko, zaśmiał się cicho i ściągnął pościel z twarzy chłopaka. Wyglądał niezwykle uroczo. Zajął się jego męskością. Początkowo masował ja delikatnie szybkimi ruchami, a potem wziął ją do ust. Shirai był zawstydzony tym, że podobało mu się to. Nie myślał już o niczym innym. Czuł chłodne wargi Ichiru na swoim penisie. Po kilku minutach rozkoszy doszedł prosto w jego usta. Ten bez żadnych wątpliwości połknął wszystko. Poniósł się i ściągnął swoje spodnie. Stanął nad Shirai’em, a ten grzecznie się nastawił.
- Nie chcę, aby Cię bolało. Muszę Cię przygotować. – powiedział Ichiru z czułością. Nawilżył swoje palce i zaczął się delikatnie wkładać w rozpalone wnętrze młodzieńca. Z oczu Shirai’a popłynęły łzy bólu. Ale wiedział, że zniesie wszystko. Ichiru wyciągnął palce i zastąpił je czymś innym. Chłopak poczuł w swoim wnętrzu twardą męskość Ichiru. Ten raz po raz trafiał prosto w prostatę chłopca, zaś Shirai wydawał krzyki bólu, jak i rozkoszy. Ichiru drugą ręką masował męskość chłopaka. Po niedługim czasie Ichiru doszedł prosto we wnętrze chłopaka, zaś Shirai na białą pościel czarnowłosego. Zadowoleni i szczęśliwi opadli ciężko na łóżko. Ichiru zmęczony całym dniem szybko zasnął. Shirai patrzył jeszcze przez jakiś czas ja jego piękną twarz i uśmiechał się sam do siebie. Potem i on zasnął szczęśliwy, jak jeszcze nigdy.
Chciałabym ten rozdział zadedykować Yoshii. Jesteś wspaniała. ♥ Bez Ciebie nie byłoby tego opowiadania.
Łii, jak fajnie. Wiedziałam, że umiesz *.*
OdpowiedzUsuńHirmoi, Ty to master jesteś : D/ Nana
OdpowiedzUsuńTo jest świetne!!!! aż nie mogę się doczekać kolejnej notki xD
OdpowiedzUsuń