wtorek, 15 lutego 2011

5. 'Kocham Cię.'

- Co do cholery. – powiedział cicho. – Przyłazisz tutaj, wpraszasz się, włazisz w moje życie z butami. Co Ty sobie wyobrażasz?! Kim jest w ogóle ta dziewczyna? Przypomnę Ci coś, bo chyba zapomniałeś. Jestem dorosłym facetem! Mam sam prawo decydować o moim życiu, nieprawdaż? – wybuchł Ichiru. Starzec wydawał się być niewzruszony jego słowami. Ichiru patrzył na niego oczami pełnymi nienawiści.

- Wasz ślub jest już zaplanowany. Zaręczyny będą w czwartek. Masz się postarać, synu. – powiedział bezbarwnym tonem.

- Czy Ciebie do końca pojebało? Przed chwilą oznajmiłem Ci, że nie zamierzam się żenić. Ogłuchłeś na starość? – odpowiedział sucho Ichiru.

- Stałeś się bardzo opryskliwy, synu. Mam nadzieję, że żona ustawi Cię do pionu. – Ichiru spojrzał na drobną dziewczynę i wybuchnął śmiechem.

- Wyjdź stąd. Wyjdź stąd zanim wyniosę Cię za szmaty razem z tą Twoją dziewczyną. Wyjdź stąd w tej chwili. I nigdy nie wracaj. – powiedział wściekły. Starzec wstał i podszedł do Ichiru stojącego pod ścianą.

- Nie zapomnij, czwartek. Ubierz się w jakiś porządny garnitur, a nie jakieś szmaty. – Ichiru poderwał się do pionu. Pchnął ojca na ścianę i uderzył pięścią w ścianę tuż obok jego głowy.

- Powtórzę to ostatni raz. Nie żenię się z nikim. A teraz wyjdź stąd nim stracę cierpliwość. Zniknij z mojego życia i nie zatruwaj mi go. I zabierz ze sobą tę dziewczynę. Wyjdź stąd, w tej chwili. – podszedł do drzwi i otworzył je szeroko.

- Chodź Hisako. Do zobaczenia synu. – powiedział starzec wychodząc.

- Raczej nie. – powiedział Ichiru i zatrzasnął drzwi. Oparł się o ścianę, wyjął komórkę i zadzwonił do Shirai’a.

- Ichiru. – odezwał się w słuchawce szczęśliwy Shirai. Ichiru zrobiło się cieplej na sercu, gdy usłyszał ten znajomy głosik. – Ichiru, jesteś tam?

- Jestem. Shirai, gdzie jesteś? – zapytał niespokojny Ichiru.

- W kawiarni na Dworcu Centralnym. – odpowiedział chłopak.

- Zostań tam, za chwilę tam będę. – powiedział i się rozłączył. Szybko ubrał buty i poszedł do samochodu. Dziesięć minut później był już w kawiarni. Odnalazł Shirai’a i przysiadł się do stolika.

- Napiłbym się kawy. – powiedział nieco zmęczonym głosem, ale z uśmiechem.

- Kelner? Kawa raz proszę. – zawołał Shirai. Chwilę później już stała na ich stoliku. Ichiru pijąc kawę opowiedział chłopakowi o całym wydarzeniu. Gdy zamykali już restaurację Ichiru i Shirai poszli w stronę podziemnego parkingu. O tej porze były tam kompletne pustki. Ichiru popchnął chłopaka tak, że ten oparł się o ścianę. Pocałował go mocno, a ten oddał pocałunek. Tym razem to Ichiru stał wtulony w Shirai’a.

- Shirai, ale Ty mnie nigdy nie opuścisz, prawda? Ja… - Shirai przytulił go mocniej. Teraz to on czuł się starszy. – Kocham Cię, Shirai. Kocham Cię jak cholera i nie mam pojęcia dlaczego. Gdy Cię przy mnie nie ma, nie mogę przestać o Tobie myśleć. Jesteś dla mnie wszystkim. Nie mogę bez Ciebie żyć, rozumiesz to? Nie mam pojęcia jak to jest i dlaczego tak jest. Ale chcę abyś był przy mnie. Już zawsze. Jesteś dla mnie tak ważny… - łzy stanęły mu w oczach. Chciał dokończyć, ale Shirai mu na to nie pozwolił. Pocałował go delikatnie lecz z czasem coraz bardziej naciskał. Ichiru poddał się temu pocałunkowi.

- Jest okropnie zimno. Chodź do samochodu. – powiedział cicho Shirai. I poszli. Usiedli na tylnym siedzeniu i obdarowywali się namiętnymi pocałunkami. Dziś to Shirai miał być seme. Wiedział to i chciał tego. Ściągnął Ichiru spodnie i zaczął delikatnie masować jego męskość. Potem wziął ją do ust. Zmysły Ichiru szczytowały, Shirai pobudzał je wszystkie. Po jakimś czasie i on zdjął spodnie. Zawahał się chwilę i nakazał Ichiru się odwrócić. Tamten wziął palce Shirai’a do ust i zaczął je ssać. Gdy skończył, młodzieniec wsadził je w rozpalone wnętrze mężczyzny. Gdy ten był już odpowiednio przygotowany wyciągnął palce i wsadził swoją męskość. Siedzenia były okropnie niewygodne, a ruchy obu panów ograniczone. Shirai poruszał biodrami szybko i raz po raz trafiał w prostatę Ichiru. Jedną rękę oparł na jego pośladku, a drugą masował jego męskość. Z oczu Ichiru płynęły łzy bólu i szczęścia. Rozpływał się w rozkoszy. Shirai doszedł prosto we wnętrze partnera, a Ichiru na czarne, skórzane siedzenie. Chłopak opadł ciężko na partnera i mocno go przytulił.

- Byłeś świetny, Shi-chan. – powiedział szczęśliwy Ichiru. Tamten popatrzył na niego oczami pełnymi nadziei.

- Kocham Cię Ichiru. Nie opuszczę aż do czasu, kiedy będziesz miał mnie dość. – odpowiedział mu Shirai. Oboje zasnęli wtuleni w siebie w czarnym samochodzie na podziemnym parkingu na Głównym Dworcu. Byli zmęczeni całym dniem.

3 komentarze: