poniedziałek, 21 lutego 2011

7. Przebieralnia.

Następnego dnia nawet się nie widzieli. Ichiru wyszedł z samego rana do pracy, gdy Shirai jeszcze spał. Wieczorem, gdy Shirai jadł kolację usłyszał trzaśnięcie drzwi. Wiedział, że to Ichiru wrócił. Czarnowłosy udał się od razu do sypialni. Shirai czuł się winny, chciał wszystko wytłumaczyć, ale nie było ku temu sposobności. Postanowił położyć się spać. Niebieska kanapa pachniała Ichiru. On pachniał migdałami. Shirai kochał zapach migdałów.

Ichiru nie mógł zebrać myśli. Był w rozsypce. Wszystko co kochał… chciał to naprawić. Ale to nie on leżał z przypadkową kobietą na podłodze w salonie z jej dłonią w spodniach. Jeszcze nikt nigdy aż tak go nie skrzywdził. Nie spodziewał się tego po swoim kochanku. Lecz czy teraz znów będzie tak samo jak przedtem? Nie pamiętał kiedy ostatni raz płakał, ale Shirai doprowadził go do płaczu. Leżał z głową wciśniętą w poduszkę. Nie mógł tak bezczynnie leżeć. Musiał to wszystko wyjaśnić. Wstał, ale gdy stanął przed drzwiami sypialni zawahał się. Chce tego, czy nie? Musiał podjąć męską decyzję. W końcu miał dwadzieścia lat, do cholery. Był dorosły, nie mógł mazać się jak nastolatka. Pewnym krokiem wyszedł z pokoju, lecz gdy znalazł się w salonie, jego nogi zamieniły się w watę. Cicho podszedł do kanapy. Shirai jeszcze nie spał. Usiadł obok chłopaka. Ten popatrzył na niego przepraszającym wzrokiem.

- Shi-chan… niczego mi nie tłumacz. Powiedz mi tylko dlaczego. – przy ostatnim zdaniu jego głos drżał. Czuł, że w oczach ma łzy. Nie zamierzał tego kryć.

- Ichi… to nie ja. Wierz mi lub nie, ale Ciebie nigdy bym nie okłamał. I nie… zdradził. Kocham Cię, Ichi. Kocham Cię całym sercem. – powiedział i przytulił mocno czarnowłosego. Zbliżył swoją twarz do jego i delikatnie go pocałował. To tego właśnie pragnął. To tego mężczyzny pragnął. To on wzbudzał w nim pożądanie. Poczuł na swoim policzku gorące łzy Ichiru. Za oknem padał deszcz. Padało gdy się poznali. Poznali się równe dwa miesiące temu. Zrodziło się między nimi niesamowite uczucie.

- Shi-chan. – powiedział cicho Ichiru.

- Tak? – zapytał zdziwiony nieco Shirai.

- Pachniesz damskimi perfumami. Powinieneś pachnieć kokosem. Ty zawsze pachniesz kokosem. – Ichiru popatrzył na Shirai’a. Gdy go pożądał nawet zapach się liczył. Teraz nie był Shirai’em, którego kochał, którego kochał ponad życie. Ale teraz to wszystko było nieważne. Był zmęczony. Osunął się lekko na Shirai’a, a ten się położył. Oboje zasnęli, choć w gruncie rzeczy nic nie wyjaśnili.

Rano Ichiru zadzwonił do wydawnictwa i powiedział, że jest chory. Czuł się okropnie i choć nie był przeziębiony, to nie miał na nic siły. Shirai wstał godzinę po Ichiru. Dziś były jego osiemnaste urodziny. Czekało już na niego urodzinowe śniadanie. Poszedł wziąć prysznic. Gdy wychodził z łazienki z ręcznikiem na głowie, ktoś objął go od tyłu.

- Pachniesz kokosem. – powiedział zalotnym tonem Ichiru. Pocałował go w ramię. Dreszcz przyjemności wstrząsnął Shirai’em gdy poczuł zimne usta partnera na swojej skórze.

- Kocham Cię, Ichi. – powiedział białowłosy i obrócił się tak, aby dosięgnąć ust Ichiru. Ale to tamten go pocałował. Na tyle brutalnie, że pod Shirai’em ugięły się kolana.

- Shirai Kaoru Takuya Ishinomori. – powiedział poważnym tonem. – Kocham Cię, jak jeszcze nikogo. Kocham Cię ponad wszystko i mimo wszystko. A teraz chodź na śniadanie.

Gdy skończyli jeść, Ichiru przygotował dla Shiraia niespodziankę. Ubrali się i wyszli. Pojechali wprost do galerii handlowej. Ichiru poprowadził partnera w stronę kina. Obejrzeli jakiś tani film o miłości. Cały seans Ichiru mocno trzymał rękę Shirai’a. Całkiem jakby bał się, że tamten ucieknie. Gdy film się skończył podążyli w stronę nowo otwartego sklepu. Ichiru wziął koszulę w czerwono-czarną kratę i pociągnął Shirai’a do przymierzalni. Gdy już się w niej znaleźli okazało się, że są ogromne. Szkarłatne ściany, wielkie lustro i czarna kanapa. Ichiru objął partnera od tyłu i obrócił ich w stronę lustra.

- Czyż to nie piękny obrazek? – zapytał Ichiru. Shirai widział uśmiech na jego twarzy. On również się rozpromienił. – te kanapy są podobno bardzo wygodne. Może wypróbujemy? – zapytał i uśmiechnął się łobuzersko. Wszystko było już dobrze. Shirai cieszył się z tego powodu.

Ichiru pchnął kochanka na kanapę. Shirai podniósł biodra ułatwiając w ten sposób ściągnięcie jego spodni.. Ichiru zaśmiał się cicho i zajął się jego męskością. Początkowo masował ja delikatnie szybkimi ruchami, a potem wziął ją do ust. Shirai był wniebowzięty. Nie myślał już o niczym innym. Czuł chłodne wargi kochanka na swoim penisie. Po kilku minutach doszedł prosto w jego usta. Ichiru poniósł się i ściągnął swoje spodnie. Shirai się odwrócił. Wziął palce Ichiru do ust i zaczął je ssać. Gdy skończył, Ichiru wsadził je w rozpalone wnętrze młodzieńca. Gdy ten był już rozciągnięty, czarnowłosy wsadził swoją męskość. Czarna kanapa rzeczywiście była piekielnie wygodna. Ichiru szybko poruszał biodrami i raz po raz trafiał w prostatę partnera. Z oczu obu panów płynęły łzy. Z oczu Shiraia bólu, a z Ichiru szczęścia. Rozpływali się w rozkoszy. Ichiru doszedł we wnętrze partnera, ale nie mogli pozwolić sobie na pobrudzenie kanapy. Szybko zamienili się miejscami. Teraz to Shirai szybko wchodził i wychodził z partnera. Doszedł prosto w jego wnętrze. Oboje nieco odurzeni uśmiechnęli się do siebie.

- Shi-chan, nie zapominajmy, że to przebieralnia. A ta koszula… będzie idealnie do Ciebie pasować. – powiedział i szczęśliwy pocałował Shiraia. Ubrali się i poszli do kasy. Ichiru zapłacił za koszulę i ruszyli do domu. Już wszystko było dobrze. Nic nie mogło zniszczyć tej miłości. Ale czy na pewno?

2 komentarze: